Kilkanaście lat temu byłem poddawany wpływowi długotrwałego stresu, który dość destruktywnie wpływał na mój organizm. Nie miałem zbyt dużego wpływu na źródło stresu. Postanowiłem, że będę walczył o siebie. O swój dobrostan. Potrzebowałem spokoju ducha, bo wiedziałem że jeśli to osiągnę – ciało podąży za umysłem. Wtedy wpadł mi w ręce pierwszy artykuł o medytacji. Zacząłem czytać i stwierdziłem, że muszę spróbować. Obejrzałem jakiś pierwszy film na yt i… postanowiłem, że zacznę.
Zacząłem od znalezienia pory dnia, miejsca gdzie będę medytował, czasu (ile będę to robił). Znalazłem coś, na czym mogłem siedzieć (nie umiałem siedzieć w pozycji tzw. kwiatu lotosu) i przystąpiłem do mojej podróży z medytacją.
Pierwsze medytacje to było ok.10, później 15 minut. Doszedłem do 30 minut dziennie. Postanowiłem robić to systematycznie i kilka razy w ciągu tygodnia. Nie ukrywam, początki były dość trudne. Niecierpliwiłem się, żeby minął mi wyznaczony czas w skupieniu. Stopniowo, w bardzo powolnym tempie doszedłem do tego, aby w skupieniu wytrwać pół godziny. Na początku dużo rzeczy mnie rozpraszało. Dźwięki z zewnątrz bardzo skutecznie wybijały mnie ze stanu koncentracji. Początkowo walczyłem z tym. Dopiero później zdałem sobie sprawę z tego, żeby z nich korzystać – nie pozwalały mi odpłynąć, co było moim drugim rozpraszaczem. Początkowo aby się lepiej skupić używałem słuchawek i nagrań mantry (znalazłem na yt taką, która zwiększała moją koncentrację). Używałem też fal theta – w jednej z aplikacji z dźwiękami do relaksacji (dźwięk z lewego i prawego kanału różni się od siebie – słuchając jednocześnie tworzy się charakterystyczna częstotliwość mająca na celu dobroczynny wpływ na nasz układ nerwowy). Przez kilka miesięcy odpowiadało mi to. Później stwierdziłem, że już tego nie potrzebuję i wybrałem siedzenie w ciszy, ewentualnie słyszę dźwięki płynącymi z otocznia.
Zdarzały się na początku tzw. odpłynięcia. To było trochę jak sen. Zacząłem błądzić gdzieś w świecie marzeń, myśli – które pojawiały się natychmiast tworząc jakieś wizualizacje rzeczy z dnia w pracy, domu itp. Dopiero medytując dotarło do mnie, jak trudno skupić na tu i teraz. Trochę czasu mi to zabrało, zanim dotarło do mnie że myśli będą się pojawiać – takie czy inne. Mózg nie lubi bezczynności. I choć zdarza się jeszcze, że mój umysł odpływa, to widzę postęp. Coraz częściej zaczynam po prostu być – tu i teraz. Coraz częściej pojawiającym myślą pozwalam oddalić się. Widzę różnicę. Na początku irytowałem się, kiedy mój umysł błądził – teraz wiem, że to normalne. Trzeba umieć odpuszczać i pozwalać sobie iść dalej w stan skupienia. Medytacja wymaga systematyczności i cierpliwości – tego się nauczyłem.

Z ciekawostek to stworzyłem sobie rytuał medytacji (95% medytacji robię wcześnie rano, przed śniadaniem). Tuż przed medytacją myję twarz zimną wodą, układam na moje miejsce koc i poduszkę do siedzenia (służy mi tylko do medytacji). Siadam twarzą zwrócony do okna, jeśli jest zbyt ostre słońce (zwłaszcza w okresie letnim – opuszczam trochę rolety), ważne żebym czuł się komfortowo i dobrze. Czasem w dyfuzorze puszczam ulubiony olejek eteryczny (bardzo dobrze działa na mnie). Po medytacji zawsze piję wodę. Obowiązkowo minimum szklanka wody – tak sobie założyłem tworząc swój sposób na moją medytację. Zauważyłem, że w ten sposób po kilku miesiącach odczuwam pozytywny wpływ medytacji na mój umysł i układ nerwowy.
Na koniec jeszcze kilka słów – nazwijmy to technicznych. Ustawiam sobie timer, osobiście używam aplikacji insight timer, która dedykowana jest do medytacji. Jest tam licznik, statystyki, krótka ankieta jak czuję się przed i po medytacji – jak dla mnie jest to bardzo pomocne narzędzie. Oczywiście możecie użyć każdą inną lub tylko timer – wszystko zależy od tego, co i jak chcecie.
Mam nadzieję, że ten artykuł pomógł Ci zrozumieć znaczenie medytacji i zachęcił do podjęcia praktyki medytacyjnej. Jeśli masz jakiekolwiek pytania lub potrzebujesz dalszych informacji, chętnie odpowiem na nie.